
Wrzucam pięć kostek lodu i brnę dalej w to gówno, z arsenałem uśmiechu .
Na wykończonych tylnich kończynach , uśmiechając się do odbicia w wystawach.
Nic nie zmienię , więc czemu by nie śmiać się do siebie ?
Już nie obwiniam się za żaden dzień. Wiem ,że jestem jak każdy „wytworem ‘’ innych dogmatów.
Więc doszukuję się wszystkiego po trochu w tym ,w czym nie powinnam.
Oddaję się zmysłom , na sekundę tracąc świat z oczu.
Później czołgam się przed Tobą Boże na kolanach, czując Twój oddech gdzieś tam przy uchu.
I choć to dziwne czuję jak ktoś opuszkami uderza w struny, nie mogę pamiętać!
To zbyt dawno . Może ta muzyka płynie mi we krwi. Przepraszam.
Nic nie chcę, o nic nie proszę… ZABIERZ MNIE TYLKO STĄD DALEKO.
Pozwól mi oddychać. Idzie wiosna. Gdzieś w podświadomości ją czujesz.
Znowu będę siadywała na tym mostku na molo , myśląc o niebieskich migdałach.
Albo po prostu wezmę koc, rower, książkę i ucieknę przed calutkim światem.
Po maturze obieram nowe cele. Nauczę się czegoś nowego. KAŻDY MA SWOJE POWOŁANIE.
Lalalala. A później przychodzi ósmy dzień tygodnia i znów nic nie wiesz.
Śniłaś mi się dzisiaj...
Prawie zapomniałem ,że potrafię tak tęsknić.
z kwiatków.
Jeśli umiem kochać. To na ten temat powiem tylko jedno.
Kocha się za wady. Za nic innego. Za wszystko inne potrafią " kochać " wszyscy.
Mało kto potrafi kochać za sposób w jaki przykłada się kubek do ust ,
zawiązuje buty,maluje lewe oko. Kocha się za głupoty, nie za osiągnięcia.
Kocha się za zapach skóry i za kolor snów. Kocha się za to , że ktoś jest na kogoś wściekły - już go prawie
niecierpi, a później w nocy -po kryjomu , głaszcze po policzku i liczy rzęsy.
Nie potrzebne definicje. KOCHA SIĘ ZA WADY.
Idę spać.
na kolanach,
do białego rana,
po omacku,
resztkami nadziei.
Pada deszcz. Oczekiwania schowałam pod łóżko. A niech sobie leżą. Pod łóżkiem leży wszystko , czego w życiu już nie potrzebuję , ale szkoda mi wyrzucić. Światła , noc , szosa i muzyka. Znów pada , widzisz ? Może u ciebie nieco lepiej, nie wiem.Tutaj pada. Nie wiem który raz ,przed tym końcem świata. Jeden dzień później [ ba! sekundę później ] żałujemy każdej literki. A później po plecach przechodzi jakiś dreszcz, przeszłości czy tej przyszłości, którą masz w głowie - której nie wyjawisz światu. Tkwisz w tym . Wiem. Ja też. Oddycham. Czy to mało ? Odwracasz się plecami do ściany. Też tak lubię. Wszyscy wolą przy ścianie. Na ścianie nic nie wisi. Zastanów się nad tym. Pomyślałbyś sekundę temu ? NIC NIE WISI. Ale dźwięki płyną w eter. To po mnie zostanie. I po tobie. Wszystko niech przeminie, może musi. Coś jednak tu zostanie. Obiema stopami stojąc na barierce na balkonie. Zapieram się przed upadkiem.A oni dalej śpiewają. W głowie mi szumi. A później znów tańczymy. Znów obok, nigdy nie razem. dobranoc słonko.
Uwiera mnie w samym środku ta nieobecność.
Jakby były ulice , na których nic nie słychać.
Sprzedaję z głowy resztki bezsensu.
Dopada mnie sen.
Nic za to nie mogę.
Paradoks teatru , paradoks scenariuszy.
Manekiny z wystaw i ich geniusz.
Nie czuć , nie mówić, nie myśleć –
Stać.
Z setek porozbijanych części tego samego lustra
Poskładać życie.
Bawić się nim.
Zapomnieć o siedmiu latach nieszczęścia.
Iść tą samą ścieżką
I wcale nie być szczęśliwym.
Z A P A Ć K A Ł A M S O B I E M Y Ś L I .
S E N .
nie lubię takich!
Ale kiedy będzie robił przegląd swoich ulubieńców
to chyba nas nie znajdzie, choć lubiliśmy spektakle
sezonów, gwiezdne zapusty, szum nieba
broczącego światłem tamtej sierpniowej nocy
kiedy płynęliśmy na wstecznym biegu aż pod ścianę lasu
śmiejąc się do krawężników, zrywając boki w zielonym
nierządzie lata. Chcieliśmy osunąć się
na miękkie łachy świtu, tymczasem noc
zagarnęła nas w niebo meteorów.
Cóż, gdzie indziej inaczej myśli się o życiu.
Kiedy z papierosami w ustach na niepewnych nogach
staliśmy rozkołysani, dwa statki na kotwicowisku
lustrujące się seriami niejasnych sygnałów -
czy nie pragnąłeś być jedynie perspektywą,
polem mojego widzenia, nie zaś rzeczą olśnioną
bladymi płomykami na twoich ciemnych szkłach?
Taka gęsta atmosfera. Jakby moje dni
były otaksowane, a twoje wargi gotowe
już mówić, że ach, t a m t y m razem
(a był to ostatni raz) los
działał stanowczo w sposobie patrzenia,
gdyż ten, który wszechobejmuje, unosi
w przyszłość rzecz dawno minioną,
wycofaną przez życie z obiegu
jak meteoryt. I od tej pory
twój każdy krok będzie donikąd,
gdzie na ciebie czekam.
Sosnowski, mój ulubieniec ostatnio.
Chyba nie potrzebne tu moje słowa dziś.
Dobranoc całemu światu.
;-)
zegar tyka.popsuł się,ale tyka.nie mam pióra za to cierpięna nadmiar oczekiwań.nie umiem stawiać kropek,łatwiej mi wychodzą przecinki.obgryzam długopis izwiędły mi róże.wszyscy mnie przerażają, ja ichprzerażam, świat się kręci dalej.nie znoszę swoich zachowańi obnażam się przed Bogiem.unoszę głowę nad tłum ,chcę dojrzeć słońce.jest pierwszy dzień wiosny , p a d a . . .w sercu, w głowie. Kurwa. W życiu.21.03.2010***wyrwane z pamiętnika.
Zatrzymaj mnie nie daj mi odejść
Zapomnę cię nie będzie już nic
Cienie we mgle jak znajdę drogę
Jutro już nikt a dziś jeszcze my
muszę odpocząć od przeklikiwania uczuć .
chyba pierwszy raz nie chce mi się tutaj żalić.
po to mam pamiętnik.
jeżeli cokolwiek tu będzie w najbliższym czasie to opowiadania.
myślę nad hasłem.
Jeśli zwątpisz choć jeden raz...
To choćbyś z pistoletem zaszedł mi drogę...
Powrotów nie będzie.
Nie umiem już pisać o swojej miłości. Umiem napisać tysiące możliwych historii , które rodzą się w mojej głowie, ale nie potrafię napisać swojej. Dawno temu A. napisała mi w pamiętniku , że gdyby była wiewiórką to otaczałyby ją szyby i kominy. Do dziś nie wiemy co to miało znaczyć . Ale można być człowiekiem i być otoczonym zewsząd szybami. Jakby cały świat dział się przez pryzmat , czegoś czego nie można przekroczyć. Czego nie można stłuc. Nie jestem prosta. Sama dla siebie nie potrafię być. Więc jak mogę być dla kogokolwiek ? Żeby zrozumieć świat, najpierw trzeba zrozumieć każdą wojnę , która narodziła się we własnej głowie. Ja rozumiem tylko część. Dlaczego dopiero z upływem czasu rozumiemy pewne procesy zachodzące w naszym mózgu ? ( może kognitywistyka? ) Żyjemy ciągle albo nachalnie przyszłością, albo stęsknieni przeszłością… Nie umiemy żyć teraz. Przez to ,to całe zamieszanie z życiem. Planujemy co będzie jutro, pojutrze, za miesiąc, rok , sto lat. Po co ? Równie dobrze mogę strzelić sobie w głowę pistoletem i zniszczyć w jednej sekundzie te wszystkie bajki przyszłości. Przyszłość , na równi z przeszłością są ważne , bo od nich zależy kierunek w którym pójdziemy. Jednak teraźniejszość posiada ten wyjątkowy urok, że pozwala obierać też inne kierunki. Kiedyś myślałam tak : gdyby Tata nie umarł , gdybyśmy się nie przeprowadzili , gdyby … Gdyby, gdyby. Co mi po tym gdyby ? Nic za nie nie mogę. Wtedy jeszcze nie decydowałam swoim życiem. Właśnie dlatego przeraża mnie dorosłość. Może wciąż jestem dzieckiem. A może wmawiam tak sobie, żeby usprawiedliwić się sama przed sobą z pewnych chwil. Może byłam dzieckiem dwa lata temu , może byłam miesiąc , może tydzień. Zapewne jednak nie jestem nim już od bardzo dawna, kiedy ktoś mi zabrał coś z życia. Rozbolała mnie głowa. Chyba za dużo myślę. Albo za mało ?